Miasto Michaela Heizera: pomnik powstający od 50 lat

Miasto Michaela Heizera: pomnik powstający od 50 lat

Nikt nie spodziewałby się, że rzeźba długa na półtorej mili i szeroka na pół mili, stojąca samotnie w pustynnej dolinie, podkradnie się do ciebie. Ale zbliżając się do „Miasta” Michaela Heizera krętą polną drogą, jesteś prawie na szczycie, kiedy po raz pierwszy dostrzegasz jego kontury. Ogromne pomniki na obu końcach są ustawione poniżej poziomu gruntu, podobnie jak podstawy wielkich, zakrzywionych kopców, które rozciągają się między nimi, otaczając głębokie, owalne zagłębienia w ziemi. W dziele pełnym sprzeczności jest to jedno z najdziwniejszych. Heizer stworzył obiekt o zapierających dech w piersiach rozmiarach, przytłaczający w poczuciu ciężaru i masy, a jednocześnie zasadniczo negatywny, określony przez nieobecności.

Brakuje też czegoś innego: dźwięku. Garden Valley w Nevadzie, gdzie Heizer spędził 50 lat budując „Miasto” – pilnie strzeżoną tajemnicę od dziesięcioleci, dopiero co zaczęło przyciągać turystów – ma około 40 mil długości i 15 szerokości i jest otoczona wysokimi górami. Nie ma tam absolutnie nic poza małym ranczem Heizera i kilometrami niskich zarośli i kurzu. Jest pusty nawet jak na standardy amerykańskich pustyń. W środku „City” usłyszałem tak blisko niczego, jak nigdy dotąd.

Również wizualnie „City” jest zaskakująco ciche. Fotografie, zwłaszcza tych dwóch pomników, często sprawiają, że instalacja wydaje się nie z tego świata, monstrualna. Patrząc od wewnątrz, wydaje się delikatny i precyzyjny. Kopce i zagłębienia są pokryte żwirem, starannie posortowanym na różne klasy, i czymś, co wydaje się być czerwonawą pustynną ziemią, ale okazuje się być wylanym betonem. Materiały w połączeniu z naturalnym światłem i cieniem tworzą gamę kolorów — brąz, czerwonawo-brązowy, pył — które zarówno kontrastują, jak i przechodzą w siebie. Różne elementy są ograniczone szarymi betonowymi krawężnikami, które wyglądają jak linie na minimalistycznym rysunku ołówkiem.

Wielcy betonowi trójboki w pustynnym krajobrazie
„45°, 90°, 180°”, które zamyka „Miasto” Michaela Heziera na północnym zachodzie © Ben Blackwell

Heizer, lat 78, miał karierę zanurzoną w nowojorskiej komercyjnej scenie artystycznej – jednocześnie jej unikając. Dziesięciolecia pracy w odosobnieniu na pustyni połączyły się z późnym sukcesem na rynku sztuki, wspomaganym od 2013 roku przez mega-galerię Gagosian. Jego prace obejmowały różne dyscypliny, ale na początku swojej kariery odwrócił się od malarstwa, aby skupić się na cięższych materiałach.

Główny wczesny utwór, „Double Negative” z 1969 roku, składał się z dwóch szerokich na 30 stóp i głębokich na 50 stóp rowów po obu stronach przepaści na innej pustyni w Nevadzie. Oznaczało to nowe podejście do rzeźby, pod względem wielkości, materiałów i lokalizacji. Było to również definiujące wczesne dzieło tego, co stało się znane jako sztuka ziemi, obok „Sun Tunnels” Nancy Holt na pustyni Great Basin w stanie Utah, „Spiral Jetty” Roberta Smithsona w Great Salt Lake, „Maze” Alice Aycock w Pensylwanii oraz „Lightning Field” Waltera De Marii w Nowym Meksyku.

Ale tym, co wyróżnia Heizera spośród rówieśników, jest jego zaangażowanie w materiały i sam rozmiar. W jego opisach własnej pracy przewijają się słowa takie jak masa, moc, fizyczność, podłoże, zaangażowanie. Często mówi tak, jakby materiały były całością sztuki. W wywiadzie, którego udzielił w opublikowanej 40 lat temu monografii, powiedział: „Kawałek skały może być rzeźbą, nie trzeba tej rzeźby robić, nie trzeba jej projektować. Chcę, żeby to coś miało moc, więc znajduję coś, co ma moc. Nie dbam zbytnio o to, jak to wygląda”.

Dobrym przykładem jest Levitated Mass (2012), 340-tonowy głaz zawieszony nad zatopionym chodnikiem. Wydaje się, że został zaprojektowany, aby zapewnić bardzo żywe doświadczenie tego, jak strasznie ogromna i ciężka jest naprawdę ogromna, ciężka skała.

Mężczyzna w niebieskiej koszuli i Stetson stoją w pustynnym krajobrazie z błękitnym niebem za sobą
Heizer spogląda na „City” © New York Times/Redux/Eyevine

Zainteresowanie Heizera wielkością jest typowo amerykańskie i macho, ale sięga także po transcendencję i duchowość. „Mam amerykański impuls – duży rozmiar, duży kraj, duża przestrzeń. Samolot 747, most Golden Gate, bomba wodorowa, system autostrad” – powiedział w niedawnej rozmowie z reżyserem Gagosian, Karą Vander Weg. „Wychowałem się budując pojazdy, pracując na koniach, obsługując ciężki sprzęt i lubię złe gówno, którym kopie się wielkie dziury”.

Jeśli jednak „Miasto” jest amerykańską rzeźbą, mniej przemawia do góry Rushmore (którą Heizer bardzo podziwia), niż do kamiennych budowli starożytnej Mezoameryki. Artysta uznaje swój wpływ. Jego ojciec był antropologiem, a dorastał odwiedzając zabytki Meksyku i Egiptu. I trudno nie myśleć o Teotihuacan czy Świątyni Hatszepsut, patrząc na pomniki, które kończą „Miasto”: „Kompleks 1” na południowym wschodzie i „45° 90° 180°” na północnym zachodzie .

Widok z lotu ptaka na ogromne kształty wyrzeźbione na pustyni
Widok na „Miasto” — „ogromne jak na ludzkie standardy, jest przerażająco małe w porównaniu z Garden Valley i jego pierścieniem gór” © Michael Heizer

Związek dzieła z religijnymi lub transcendentalnymi celami starożytnych pomników jest trudnym pytaniem. Ale nie sposób, idąc przez „Miasto”, uniknąć odbić tajemniczości, rytuału, pobożności i magii. Jeśli to jest miasto, co stało się z mieszkańcami? Czy są bezcielesni? Jeszcze dojechać? Chociaż Heizer powiedział, że „jeśli sztuka nie jest duchowa, jest dekoracją”, jego komentarzy na temat tych duchowych tematów jest niewiele i jest tajemniczych. Ale to, co jest unikalne dla „Miasta”, to sposób, w jaki Heizer połączył te motywy z całkowicie nowoczesnym, abstrakcyjnym, niemal matematycznym zainteresowaniem geometrią, wypracowaniem estetycznych możliwości najbardziej podstawowych kształtów. „45° 90° 180°” jednocześnie mocno przypomina ołtarz Tolteków i twórczość amerykańskiego artysty konceptualnego Sola LeWitta.

To, co Heizer wyraża, to jego zainteresowanie estetycznymi właściwościami, jakie oferuje rozmiar. „Ogromna rzeźba o rozmiarach architektonicznych tworzy zarówno obiekt, jak i atmosferę”, powiedział w wywiadzie w 1984 roku. „Zachwyt jest stanem umysłu równoważnym doświadczeniu religijnemu”. Ale obecny jest tu również amerykański aspekt machismo, dążenie do stworzenia czegoś, co się trzyma. „Inkowie, Olmekowie, Aztekowie – ich najwspanialsze dzieła sztuki zostały splądrowane, zrównane z ziemią, rozbite na strzępy, a ich złoto przetopione. Kiedy przyjdą tutaj, żeby rozwalić moją rzeźbę „City”, zdadzą sobie sprawę, że zniszczenie jej wymaga więcej energii, niż jest to warte” – powiedział Heizer w rozmowie z The New Yorker.

Betonowe ramy obok podniesionego brzegu ziemi
„Miasto” bada estetyczne możliwości podstawowych kształtów geometrycznych © New York Times/Redux/Eyevine

Epickie dzieła sztuki mają sposób na wyprzedzenie deklarowanych intencji, a przynajmniej intencji ich twórców. Heizer powiedział, że zbudował „Miasto”, aby można je było oglądać od wewnątrz, z odcięciem widza od otaczającej go pustyni. Zawsze odrzucał pogląd, że „Miasto” to sztuka pejzażowa. Wybrał Nevadę, jak mówi, tylko dlatego, że ziemia była tania, a potrzebne mu materiały już tam były.

Jeśli to prawda, Heizer nie ma tego, czego chciał. Garden Valley przenika doświadczenie „Miasta” i ustanawia to, co — dla mnie — jest najpotężniejszym napięciem estetycznym dzieła. „Miasto” jest ogromne według wszelkich ludzkich standardów. Ale w porównaniu z Garden Valley i otaczającym ją pierścieniem gór jest mały; Faktycznie, przerażająco mały. W dolinie można by zmieścić setki, jeśli nie tysiące miast. Umysłowe przemieszczanie się tam iz powrotem tego samego obiektu między dużym a małym tworzy wszechobecne poczucie niesamowitości. Sięgając po epos, „Miasto” przypomina, że ​​największe dzieła znikają obok pustyń, planet, galaktyk.

Beton, w przeciwieństwie do kamienia, jest materiałem długotrwałym, ale nie trwałym. Obrobione krawędzie i starannie stopniowane zbocza pracy Heizera ulegną degradacji w bezlitosnym środowisku doliny. Zauważyłem małą szczelinę biegnącą po boku jednego z wielkich trójkątów prostokątnych w „45° 90° 180°”. Ktoś dopisał grubym ołówkiem: „crack 7/24/03”. To nie będzie ostatnie. Kilka źdźbeł trawy przebija się także przez przypominający ziemię beton po bokach kopców. „Miasto” to wielkie dzieło sztuki, a konserwatorzy zrobią wszystko, co w ich mocy. Ale czas działa na korzyść pustyni. Za 1000 lat z wizji i determinacji jednego człowieka pozostanie kilka połamanych kształtów i dziwnych konturów w pustej i nieodwiedzanej dolinie.

tripleaughtfoundation.org

Najpierw dowiedz się o naszych najnowszych historiach — obserwuj @ftweekend na Twitterze

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *