Najnowsza instalacja wideo Ragnara Kjartanssona ma swoją premierę w Nowym Jorku

Najnowsza instalacja wideo Ragnara Kjartanssona ma swoją premierę w Nowym Jorku

Komentarz

NOWY JORK — Czy Ragnar Kjartansson, jeden ze świecących świateł sztuki współczesnej, jest artystą w powszechnie przyjętym tego słowa znaczeniu? A może jest bardziej impresario – postacią podobną do nieudanego artysty i założyciela Ballet Russe Siergieja Diagilewa, którego szczególnym geniuszem było zwoływanie innych talentów i poprzez nie realizowanie swojej wizji?

Cóż, on jest jednym i drugim. Ale sukces Kjartanssona przypomina nam, że takie rozróżnienia – pozostałość po naszej romantycznej obsesji na punkcie idei indywidualnego geniuszu – mają w sobie coś świszczącego i wyczerpanego. Tak, istnieje różnica między zrobieniem czegoś a zrobieniem tego samemu. Ale najważniejsze jest to, że w końcu się udało.

Kjartansson jest najbardziej znany na świecie ze swojej wieloekranowej instalacji wideo „The Visitors”, wspólnego muzycznego spektaklu prezentowanego jako instalacja wideo na dziewięciu ekranach. Praca została uznana w 2019 roku przez Guardiana za najlepsze dzieło sztuki XXI wieku. (Ostatnio spędziłem dziewięć miesięcy na kompilowaniu ustnej historii powstawania „The Visitors”).

Jego najnowsza wystawa w Luhring Augustine, jego galerii w Chelsea, nosi tytuł „W moim sercu jest piosenka i młot w moim mózgu” i zawiera kolejną wspaniałą instalację wideo „No Tomorrow”. To również wyłoniło się z występu – ośmiu tancerzy z gitarami z Iceland Dance Company. Prezentowany na sześciu dużych ekranach otaczających widownię, z muzyką emitowaną z 30 kanałów dźwiękowych, dzieło rozwija się z własną narastającą dynamiką przez około 30 minut.

Tam, gdzie akcja „The Visitors” rozgrywa się w cudownie zniszczonej, niezwykle klimatycznej rezydencji artystycznej nad historyczną rzeką Hudson, „No Tomorrow” rozgrywa się na lśniącej scenie, która odbija kurtynę w turkusowo-białe pasy. Wygląd elementu jest napięty, czysty, bardzo nordycki. Tancerki, wszystkie kobiety, noszą mundury składające się z niebieskich dżinsów, białych T-shirtów i białych skarpet. Poruszają się po scenie i z jednego ekranu na drugi, brzdąkając na gitarach.

To klasyczna produkcja Kjartanssona, która na pierwszy rzut oka wydaje się nieznaczna, granicząca nawet z głupotą, ale zanim się zorientujesz, jesteś całkowicie pod jej urokiem.

Choreografię „No Tomorrow” przygotowała Margrét Bjarnadóttir, islandzka artystka, pisarka i choreograf, a muzykę skomponował Bryce Dessner, gitarzysta amerykańskiego zespołu rockowego The National. (Kjartansson współpracował już wcześniej z National, m.in. przy powtarzalnym, sześciogodzinnym wykonaniu ich przeboju „Sorrow”.) Muzykę grają tu tancerze, którzy czasem też śpiewają. Kjartansson i jego żona, artystka Ingibjörg Sigurjónsdottir, zaczerpnęli słowa od greckiej poetki Safony i Vivanta Denona, którego znakomita osiemnastowieczna nowela „No Tomorrow” nadała tytuł temu utworowi.

Relacja Bjarnadóttira o tym, jak powstał „No Tomorrow”, jest warta przytoczenia — nie tylko dlatego, że jest przezabawna, ale także dlatego, że daje wgląd w diagilewskie DNA Kjartanssona:

“[Kjartansson] zadzwonił do mnie” – powiedział choreograf w oświadczeniu wydanym przez galerię – „i zapytał, czy zjem lunch, żeby „porozmawiać o balecie”. Spotkaliśmy się w restauracji w centrum Reykjavíku i jak zawsze Ragnar był ubrany stosownie do okazji, z różowym „szalikiem baletowym” (tak powiedział) na szyi. To było eleganckie spotkanie: zjedliśmy faszerowane jajka, napiliśmy się wina i chyba Ragnar zamówił też sałatkę, bo tak wyobrażał sobie ludzi z baletu. Pokazał mi wykonany przez siebie rysunek baletnicy z gitarą i zapytał, czy byłabym zainteresowana stworzeniem z nim tego dzieła. Nie pamiętam, czy rzeczywiście były jeszcze jakieś spotkania w celu omówienia pracy”.

Jeśli jest to opowieść o tym, jak powstało jedno konkretne, wspólne dzieło sztuki, to jest to również przebiegły opis samego życia społecznego jako stanu aspirującego do sztuki lub czegoś w rodzaju estetycznej błogości — zdefiniowanej przez Vladimira Nabokova jako „poczucie bycia w jakiś sposób .” , gdzieś związane z innymi stanami bytu, gdzie sztuka (ciekawość, czułość, życzliwość, ekstaza) jest normą.” Aby żyć takim życiem, zdaje się wyczuwać Kjartansson, trzeba to robić z przekonaniem, ale też z poczuciem absurdu, daremności, głupoty — jak samoświadomy libertyn, baraszkujący na pulchnych, satynowych poduszkach, podczas gdy jakobini oliwią gilotyny.

Gdzieś pomiędzy powagą a absurdem przy odrobinie szczęścia znajdziesz klucz do wszystkiego. (Wtedy, oczywiście, pójdziesz szukać zamka i nigdy go nie znajdziesz.)

„No Tomorrow” miał swoją premierę na żywo w Reykjaviku w 2017 roku. Koncertował, zdobywał nagrody, a następnie został sfilmowany. Bjarnadóttir opisuje utwór jako „odę do miłości, młodości, muzyki i piękna” oraz „do ulotnych chwil miłości i transcendencji, które chcielibyśmy, aby trwały wiecznie”. Innymi słowy, przywołuje ducha XVIII wieku, okresu, w którym Kjartansson (podobnie jak Vivienne Westwood, założycielka punkowej mody) od dawna jest zauroczony.

Hołd XVIII-wiecznej Europie złożył w innych utworach, w tym w „Scenach z kultury zachodniej” i „Błogości”, w których zespół operowy powtórzył wspaniały, trzyminutowy finał „Contessa perdono” z „Wesela Figara” Mozarta przez 12 godzin bez przerwy.

„No Tomorrow” szczególnie przywodzi na myśl obrazy Antoine’a Watteau, którego skromne obrazy, zaprojektowane dla salonów prowadzonych przez najbardziej wpływowe kobiety we Francji, przedstawiają młodych kochanków i postacie z komedii dell’arte, często trzymając instrumenty smyczkowe, w zaczarowanych sceneriach. Ciała Watteau, opierając się o siebie, skulone na ławkach lub skubiące trawę, przemawiają delikatnym językiem miłości – podobnie jak tancerze w „No Tomorrow”.

Wielu tancerzy Bjarnadottira nigdy nie grało na gitarze. Musieli nauczyć się brzdąkać na swoich instrumentach i, w przerwach, śpiewać senne melodie, dopełnione harmonią i subtelną dynamiką, a wszystko to podczas wykonywania eleganckiej sekwencji zmieniających się formacji. Muzyka Dessnera pasuje do ich ruchów. Jego minimalistyczne impulsy łączą się ze złożonymi wzorami, tworząc wrażenie rzeźby, z przestrzeniami na ciszę, zmieniające się rytmy i dźwięki emitowane ze zmieniających się lokalizacji.

Próby odbyły się, gdy Donald Trump rozpoczynał swoje cztery lata jako prezydent. Według Bjarnadottira „No Tomorrow” nie miało z nim nic wspólnego. Ale nowa sytuacja w Ameryce stała się, jak powiedziała, „niekierunkowym światłem dla tego utworu”. Ewoluowała we „wszystko, czym Trump nie jest” – zbiorowy wyraz „łaski, słuchania, czułości i wewnętrznej siły”, nie wspominając o „empatii i wrażliwości”.

Wateau jest piękny. Ale jest też pełen tęsknoty i nadnaturalnie wrażliwy na to, że wszystko co piękne musi się skończyć. Jego sztuka jest przesiąknięta rodzajem przejmującej żałoby, znanej tylko młodemu człowiekowi. Jest jednocześnie smutna i zakochana we własnym smutku. Podobna wrażliwość towarzyszy „Brak jutra”, które żyje nie tylko własną sztucznością, ale także kruchością sztuki w rzeczywistości, w tym w sferze politycznej.

Druga praca na wystawie, „Wina i strach”, to instalacja ścienna z 1000 porcelanowymi solniczkami i pieprzniczkami, wyprodukowana w Holandii (gdzie instalacja została pokazana po raz pierwszy). Zamiast „soli” i „pieprzu” określa się je mianem „winy” lub „strachu”. Kjartansson przyznaje, że obie emocje odgrywają coraz większą rolę w życiu politycznym, ale chce też, abyśmy zobaczyli, że nie są one całkowicie negatywne — że poczucie winy i strach mają do odegrania rolę w wyciąganiu nas z siebie i dodawaniu trochę przyprawy do naszej społecznej egzystencji.

Jako artysta możesz tworzyć sztukę za pomocą tańca, piosenek i pięknych kobiet, ale potem, jak powiedział Kjartansson o innym ze swoich projektów, „zdajesz sobie sprawę:„ Och, Goebbelsowi spodobałby się ten kawałek! To znaczy nie ma nic z natury dobrego w doładowanym pięknie. Aby zwrócić na to naszą uwagę, Kjartansson używa bardzo XXI-wiecznych sposobów ironii i humoru, a także powtórzeń (jego estetyczna wizytówka) i nudy. Oddaje się sztuce w stu procentach. Ale jest wrogiem powagi. I przyjaciel, jak się wydaje, do wszelkiego rodzaju talentów.

Ragnar Kjartansson: W moim sercu jest piosenka, aw moim mózgu młot przez grudzień 17 w Luhring Augustine, Chelsea, Nowy Jork. luhringaugustine.com.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *