Operator „Top Gun: Maverick” przekroczył granice technologii kamer, aby umieścić widzów w fotelu pilota

Operator „Top Gun: Maverick” przekroczył granice technologii kamer, aby umieścić widzów w fotelu pilota

Kiedy widzowie „Top Gun: Maverick” niemal czują w swoich wnętrznościach siłę grawitacji, gdy Tom Cruise startuje ze swojego lotniskowca w F/A-18 Super Hornet, to moment, który sprawia, że ​​operator Claudio Miranda promienieje.

Zamontowanie sześciu prawdziwie kinowych kamer w myśliwcu – wyczyn, który nie był technicznie możliwy, dopóki nie opracowano rozwiązań dla spin-offu klasyka z 1986 roku – dało tyle oszałamiających ujęć lotniczych, że praca montażystów była niemal przytłaczająca.

„Czuję, że to, co daliśmy, to to, że jesteś na kamerach jakości IMAX – ciężko pracowaliśmy, aby mieć pewność, że jest to kamera dobrej jakości” — mówi Miranda. „Myślę, że jest różnica. Jestem z tego całkiem dumny”.

Przemówienie na Cameraimage Intel. Festiwal Filmowy w Toruniu, Miranda przyznaje, że stracił rachubę, ile dni kręcenia w powietrzu wymagał „Top Gun”, ale nie ma wątpliwości, czy inwestycja była tego warta, mówi Miranda. „Czuję, że tak było – mam na myśli, że sprawiło to dużo pracy redaktorom. To było 813 godzin materiału do przejrzenia. Pracujesz jednocześnie z sześcioma kamerami, dwoma statkami jednocześnie”.

Nic dziwnego, że Miranda nauczyła się trochę żargonu marynarki wojennej na myśliwce po miesiącach spędzonych na ścisłej współpracy z pilotami, ekspertami technicznymi, dowódcami wojskowymi i aktorami przechodzącymi pełne szkolenie lotników marynarki wojennej, kiedy opisuje każdy codzienny lot myśliwcem, który był również śledzony przez samolot pościgowy.

Już od początkowej sekwencji „Top Gun” widzowie z bliska przyglądają się prawdziwym myśliwcom startującym z USS Abraham Lincoln, nakręconym przed pandemią w sierpniu 2018 r. podczas ćwiczeń dla F-35C Lightning II. Podczas zdjęć, w których wykorzystano także Naval Air Station Lemoore w środkowej Kalifornii, starano się zachować realizm w każdym kadrze — mówi Miranda.

Mówi, że dostosowanie kamer Sony do myśliwca było centralnym elementem planu, co pozwoliło produkcji osiągnąć to, czego nigdy wcześniej nie osiągnięto. „Pomogłem też zaprojektować oryginalny aparat – pojechałem do Japonii i tam było kilka rzeczy, które zmodyfikowali. A potem było to dla nas trochę za duże, więc pracowaliśmy nad tym i udało nam się zdobyć to małe Rialto. Właściwie pierwotnie był przeznaczony do odrzutowca pościgowego, a my chcieliśmy uzyskać większy obiektyw, aby uzyskać większą różnorodność. Potem powiedzieliśmy: „Wow, możemy z tym wiele zrobić”.

Historia, po powrocie Cruise’a z wirtualnego wygnania przez Marynarkę Wojenną do kluczowej roli w planowaniu niebezpiecznej misji nad terytorium wroga, wzywa do gruntownego przesuwania granic tego, co mogą zrobić nawet najlepiej wyszkoleni piloci Marynarki Wojennej w swoich najlepszych samolotach.

O specjalnej minikamerze Sony 6K Miranda mówi: „Pierwotnie dali nam jedną. A my byliśmy jak… „Jeszcze cztery? Może jeszcze sześć?

– Powiedziano mi, że nie mogę ich wpuścić – dodaje. Ale ciągle tam byłem i pytałem: „Co to jest?” Znalazłem starą wersję F-18, która nie miała całej elektroniki. To było bardziej z gołymi kośćmi. Bardzo mnie to pociągało, ponieważ miało płaską osłonę przeciwodblaskową. Stara wersja była o wiele prostsza i właśnie na nią ustawiliśmy kamery”.

Ścisła współpraca z inżynierami Marynarki Wojennej opłaciła się, mówi Miranda. „Zapytałem, czy mogę usunąć starą elektronikę, byliśmy tam każdego dnia. Byłem tam przez kilka tygodni, tylko po to, po co ci to? Czy to konieczne?

Żadne systemy uzbrojenia nie zostały usunięte, ale, jak mówi: „Wyjęli trochę sprzętu z kamerą wideo. Kiedy wystrzeliwują niektóre pociski, czasami mają kamery. Był więc cały system. Ten cały system, nie potrzebowałem tego, więc to odeszło.

Wyjaśnia, że ​​jednym z ograniczeń dotyczących ujęć był czas. „Nie mogłem połączyć się z mocą statku tak, jak chciałem, więc to była rzecz. Kamery miały więc ograniczony czas przebywania w powietrzu – było to około 90 minut”.

Kolejnym wyzwaniem było to, jak aktorzy poradziliby sobie z presją bycia na tylnym siedzeniu prawdziwych myśliwców, a nie na scenie dźwiękowej zielonego ekranu. „Jestem pewna, że ​​zdarzały się sceny, w których wymiotowały” — mówi Miranda. Ale aktorzy pracowali przez trzy miesiące, podnosząc swoje tolerancje, program szkolenia pilotów Toma Cruise’a. Nosili także kombinezony z kompresją, kombinezony G”.

Zaawansowane technologicznie kombinezony lotnicze, które pomagają im zapobiegać gromadzeniu się krwi w nogach, dzięki czemu nie tracą przytomności podczas manewrów z dużym przeciążeniem, pomogły im wykonywać naprawdę karzące zakręty na żywo przed kamerą.

Latanie F-15 również wymagało tyle samo szkolenia, mówi. „Wszyscy zostali zanurzeni w zbiorniku i musieli się wydostać” — dodaje Miranda. Nie sfilmowaliśmy tego, ale czujesz to. Aby być na tylnym siedzeniu tego F-15, trzeba przejść szkolenie. Nie mogli dać mi radosnej przejażdżki.

Środki ostrożności zawsze były najważniejsze, zauważa Miranda. „Jeśli pilot przeciągnął G, trzeba to było zgłosić. Wszystkie uchwyty do kamer musiały zostać przetestowane przez Marynarkę Wojenną, aby mieć pewność, że poradzą sobie ze wszystkimi G. Jeśli śruba odpadnie, nie może toczyć się żaden obcy przedmiot. Sprawdzają wszystkie swoje klucze i sprzęt – kiedy skończą z samolotem, wszystkie klucze są z powrotem. Istnieje świetny protokół bezpieczeństwa”.

Używając naturalnego światła z prawdziwym niebem i przelatującymi pejzażami, Miranda była w stanie umieścić widzów w fotelu pilota w sposób, który znacznie podniósł poprzeczkę. I prawie zawsze we wspaniałym oświetleniu typu halo.

„Top Gun” to film o zachodzie słońca. Jeśli na to spojrzysz, jest 5:30. Więc wszyscy dokładnie planujemy dzień, planujemy poranne biegi, planujemy wieczorne biegi, gdzie kamery są w górach. Jest mnóstwo planowania. Wiedziałem, gdzie są na mapie, ale musiałem wiedzieć, jak głęboko i w jakim kierunku się poruszają, jaka jest pogoda, a my mówimy pilotom, gdzie chcemy słońca”.

Hucząca publiczność festiwalu Camerimage witająca Mirandę i reżyser Joseph Kosiński wyrazili głęboką zgodę na pokazy.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *