„Piłem z każdej rzeki w Dartmoor”: artysta ziemi Richard Long o zmianie oblicza sztuki |  Sztuka i projektowanie

„Piłem z każdej rzeki w Dartmoor”: artysta ziemi Richard Long o zmianie oblicza sztuki | Sztuka i projektowanie

RIchard Long nigdy nie nosi ze sobą wody, kiedy idzie. Legendarny brytyjski artysta ziemi, który słynął z chodzenia w formę sztuki, przemierzał całymi dniami, a czasem tygodniami, przez tereny tak jałowe jak południowoafrykańska pustynia Karoo, ziemie plemienne Indii i góry Hoggar w południowej Algierii, nie zabierając ani razu tyle z nim manierka, flakonik lub – nie daj Boże – plastikowa butelka.

„To tylko kwestia praktyczności” — mówi. „Woda jest ciężka. Znalezienie go jest jedną z rzeczy, które określają, dokąd zmierzam. Kiedy dotarłem na Saharę, właśnie padało. Widziałem, jak świeci na ziemi. Szedłem za nim, aż dotarłem do pierwszego wyschniętego wodopoju”.

Teraz 77, Long jest wysoki i smukły, jak można by się spodziewać po wytrwałym piechurze, mierzący 6 stóp i 4 cale, z niesfornym błyskiem pod skłębionymi czarnymi brwiami i aurą lekkiego niepokoju, jakby mógł wstać i wyskoczyć przez drzwi w każdej chwili.

Przyjmuję więc, że tytuł jego nowej wystawy „Picie rzek Dartmoor” nie jest pomyślany metaforycznie? – Wcale nie metaforycznie – mówi krótko. „Przez całe moje dorosłe życie piłem z każdej rzeki i strumienia w Dartmoor”.

Popołudnie 1967, kiedy Long, wówczas 22-letni student, postanowił chodzić tam i z powrotem po polu, aż stworzył linię spłaszczonej trawy, a następnie sfotografował ją i nazwał Linią stworzoną przez chodzenie, jest jednym z wielkie mityczne momenty w sztuce brytyjskiej. W jednym prostym geście Long nadał ton brytyjskiej sztuce konceptualnej i zainicjował zupełnie nową formę sztuki: land art, który w swojej brytyjskiej formie, uosabianej przez Longa, był bardziej ulotny, mniej monumentalny niż wariant amerykański – o gestach, a nie patetycznym Struktury. Long chodził na epickie spacery i wracał z niczym więcej niż fotografią kręgu kamieni, który zrobił na szczycie góry, albo najkrótszym opisem tego, gdzie był. To byłaby praca.

Long rozszerzył tę ideę na sztukę opartą na galerii, z żywiołowymi kręgami rozbitych łupków i wypełniającymi ściany rysunkami rozmazanego błota, zdobywając każde większe wyróżnienie – nagrodę Turnera, Biennale w Wenecji, CBE. Jednak sednem tego, co robi, pozostaje sztuka pomyślana i stworzona w pejzażu, która zajmuje się czasem i przestrzenią, ale wydaje się istnieć w stałej teraźniejszości. Ciekawe i zaskakujące jest więc widzieć go spoglądającego wstecz na tę nową wystawę, nie tylko na starsze prace z 1970 roku, ale także na najnowsze prace z retrospektywnym, a nawet autobiograficznym charakterem.

„Picie rzek Dartmoor” Richarda Longa w Lisson Gallery w Londynie.
Richard Long, Drinking the Rivers of Dartmoor, w Lisson Gallery w Londynie. Zdjęcie: dzięki uprzejmości Galerii Lisson

Tytułowa praca, picie rzek Dartmoor, wypełniający ściany tekst, to w zasadzie lista 14 strumieni (Yealm, Erme, Plym itp.), ułożonych jak fragment poezji konkretnej – choć podkreśla, że ​​takie prace absolutnie nie są. poezja. Opiera się na sześciodniowym „zrytualizowanym spacerze po jednym z prototypowych krajobrazów mojego życia” – nie tak daleko od jego domu w Bristolu – „który wykorzystałem jako tabula rasa, pustą stronę, aby robić, co chcę. Dartmoor jest w pewnym sensie moim studiem.

„Mam teraz dużo historii. Czuję się tak, jakby za każdym razem, gdy idę na spacer, noszę w plecaku historię wszystkich innych spacerów, które ze sobą odbyłem. A dlaczego miałbym nie? – dodaje lekko wyzywającym tonem.

Chociaż zawsze wyobrażałem sobie Longa jako wyniosłego, ascetycznego, prawdopodobnie uprzywilejowanego w klasycznym stylu brytyjskiego odkrywcy, osobiście spotyka się z nim jak facet z Bristolu. Pomimo atmosfery nieco nieziemskiego charakteru, istnieje poczucie przyziemnego, rzadkiego w zglobalizowanym świecie sztuki – gdzie artyści zazwyczaj pracują między kilkoma głównymi ośrodkami – głębokiego zakorzenienia w kulturowym i geograficznym terenie, który ukształtował jego twórczość i światopogląd.

Rytm i blues Richarda Longa, 2011.
Richard Long, Rytm i blues, 2011. Zdjęcie: Ken Adlard/Galeria dzięki uprzejmości Lisson

Urodzony w 1945 roku syn nauczyciela szkoły podstawowej, Long wychował się w Clifton i dorastał, korzystając z ścieżki holowniczej wzdłuż pobliskiego wąwozu Avon jako swojego „placu zabaw”. Świadomość, że ten obszar ma drugie co do wysokości i najniższe pływy na świecie, które pozwalają Bristolowi funkcjonować jako port, dała mu „pierwszą świadomość sił kosmicznych, które kontrolują wszystko”. Chociaż taka świadomość wydaje się naturalna w sztuce czasu i odległości, w której ruchy planetarne i sezonowe odgrywają zasadniczą rolę, wydaje się nieswojo w tym przyznaniu, obawiając się, że sprawi to, że będzie wyglądał na pretensjonalnego.

Jednak dla poczucia siebie Longa istotne jest, że „zawsze był artystą”. Jego nauczyciele byli wystarczająco pod wrażeniem jego umiejętności, aby usprawiedliwić go na porannym apelu, więc miał „pół godziny samodzielnego malowania każdego dnia”. To „na własną rękę” wydaje się znaczące. Long upiera się, że lubi spotykać ludzi, ale droga, którą obrał, zawsze była jego własną.

Choć było jasne, że przy najbliższej okazji rozpocznie pracę w Królewskiej Akademii Zachodniej Anglii w Bristolu, wkrótce pokłócił się ze swoimi nauczycielami, ponieważ jego wczesna pasja do Van Gogha ustąpiła miejsca samodzielnie zaprojektowanej sztuce instalacji. Po obejrzeniu rzeźby podłogowej autorstwa japońsko-amerykańskiego rzeźbiarza Isamu Noguchi w Tate, w czasie, gdy czytał pop-naukową książkę Bertranda Russella ABC względności, Long zrobił gipsową ścieżkę przez studio uniwersyteckie, aby „zbadać krewnych”. ruch, używając ciała jako poruszającego się obiektu nad nieruchomymi rzeczami”. Brzmi to dość daleko dla 17-latka, który, jak sam przyznał, „nie miał pojęcia, co się dzieje w sztuce”. Jednak pracownicy RWA nie byli pod wrażeniem i po poinformowaniu rodziców, że ich syn jest „szalony”, natychmiast go wydalili.

Long jednak nie miał zamiaru się poddawać. Podczas gdy jego przełomowa praca, A Line Made by Walking, odpowiada najbardziej zaawansowanym osiągnięciom w światowej sztuce, można odnieść wrażenie, że Long, pozostawiony samemu sobie, mógł dojść do tego definiującego tę epokę konkluzji zupełnie niezależnie.

Richard Long, Linia namorzynowa, 2013.
Richard Long, Linia namorzynowa, 2013. Zdjęcie: dzięki uprzejmości Galerii Lisson

Podczas mroźnej zimy 1964 roku, wykonując dorywcze prace dla rady Bristolu, Long udał się na Downs, otwartą zieloną przestrzeń przylegającą do Clifton, ulepił śnieżkę i „toczył ją, aż stała się tak ciężka, że ​​już się nie ruszała”. . Następnie sfotografował ciemną ścieżkę przez śnieg jako „rysunek”. „To był”, mówi, „doskonały prototyp tego, co zamierzałem robić przez resztę życia: coś, co zrobiłem własnym wysiłkiem fizycznym, używając materiałów tego miejsca, a następnie nagrywając to na obrazie, aby pokazać ludzie to, co zrobiłem”.

Ale czy była to celowa praca, wiedząc, czy po prostu bawił się śnieżką? Pracuje nad mózgiem. „To musiało być celowe, bo miałem ze sobą aparat. Kiedy jesteś młodym artystą, nie rozumiesz, co robisz. Po prostu poczułem potencjał świata poza studiem.”

Przeniesiony do 1967 roku, kiedy jako student zaawansowanego kursu rzeźby w londyńskim St Martin’s College, gdzie był częścią słynnego roku eksperymentalnego, w którym uczestniczyli Gilbert i George, Long skutecznie odtworzył tę rzeźbę wykonaną w dziele, które miało go rozsławić.

„Wyjechałem podmiejskim pociągiem z Waterloo. Gdy tylko znaleźliśmy się na wsi, wysiadłem na pierwszej stacji. Znalazłem pierwsze pole, do którego dotarłem, i ustawiłem linię. Było to w szczytowym momencie Summer of Love, w momencie, gdy pop-art dobiegł końca i nikt w Wielkiej Brytanii nie wiedział, dokąd zmierza sztuka. Powstała cała ta fantastyczna muzyka, Beatlesi, psychodelia. Ale byłem całkiem dumny, że to, co robię, nie ma z tym nic wspólnego. Wiedziałem, że robię coś naprawdę ważnego – poszerzam terytorium sztuki”.

Kolejne spacery stawały się coraz bardziej ambitne. Po stworzeniu tego, co zamierzał jako najwyższe dzieło sztuki na świecie, zostawiając flagę na szczycie Kilimandżaro, wyprodukował Tysiąc godzin, tysiąc mil w 1974 r., spiralny spacer przez środkową Anglię, w tym przez centrum Birmingham. „W linii stworzonej przez chodzenie zrobiłem ślad na ziemi i to była praca. Ale w tym kawałku nie było śladu. Praca polegała na symetrii pomysłu. Można powiedzieć, że tradycyjna rzeźba dotyczyła przestrzeni między przedmiotami, a tutaj rozszerzyłem ją do 1000 mil”.

Richard Long, Koło w Andach, 1972.
Richard Long, Koło w Andach, 1972. Zdjęcie: dzięki uprzejmości Galerii Lisson

To jedna z podstawowych idei minimalizmu, z którą Long jest ściśle związany, że sztuka nie powinna ewokować niczego poza materialną rzeczywistością własnej formy. Jednak sztuka Longa jest niezwykle sugestywna na wielu poziomach. Jego formy żywiołów są znajome dla ludzi, niezależnie od tego, czy są krzyżem na łące uformowanym przez zrywanie głów ze stokrotek, czy kręgiem głazów pozostawionych w wysokiej przełęczy górskiej. Zdają się odzwierciedlać pierwotne ślady pozostawione przez starożytne kultury: rozległe „rysunki naziemne” stworzone przez rdzennych Peruwiańczyków lub brytyjskie neolityczne kamienne pomniki.

Long deklaruje, że jest otwarty na zbiegi okoliczności, które naturalnie zachodzą między formami i kulturami. Przyznaje nawet, że w jego pracy jest duchowy aspekt, chociaż nie chce o tym mówić z obawy, że – znowu – wydaje się „pretensjonalny”.

Zawsze jednak zaprzeczał, jakoby jego twórczość miała jakikolwiek związek z angielskim romantyzmem Wordswortha. – Wcale nie, nie – warczy, ledwo wypowiadając słowa. Ale czy nie ma też czasu, odległości, pór roku i kręgów, powiedzmy, w obrazach Turnera? „Oczywiście, że jest! A ja pochodzę z Anglii, wychowałem się na wyspie, wyjeżdżam na wakacje na wybrzeże i zawsze patrzę na ocean”.

Lockdown uświadomił mu, jak wiele może zrobić, wychodząc z frontowych drzwi, badając labirynt ścieżek wokół jego domu na obrzeżach Bristolu, kilka mil od miejsca, w którym się urodził.

„Miałem szczęście” – mówi. „Tworzenie sztuki przez chodzenie dało mi swobodę pracy w dowolnym miejscu na świecie. Ale zdałem sobie sprawę, że gdybym został z jakiegoś powodu zamknięty w promieniu 10 mil od Bristolu, mógłbym osiągnąć wszystko, co chciałem zrobić jako artysta”.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *