Recenzja „Apolonia, Apolonia”. Artystka gubi się i odnajduje

Recenzja „Apolonia, Apolonia”. Artystka gubi się i odnajduje

Niedawno ukończyła Beaux-Arts de Paris, francuska malarka Apollonia Sokol udaje się do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu szerszego obrazu. Znajduje to poniekąd, gdy bogaty kolekcjoner zleca jej produkcję 10 płócien miesięcznie. Jest to industrialne podejście do sztuki, które dokumentatorka Lea Glob podchodzi sceptycznie: „Po co kupować tylko dzieła sztuki, skoro o wiele taniej jest kupić artystę?” ona pyta. Jednak w mniej cyniczny sposób, niezwykły, fascynujący nowy film Globa „Apolonia, Apolonia” w wielkim stopniu inwestuje w samą Sokol, czyniąc artystę rodzajem żywej instalacji, którą kamera Glob dokładnie obserwuje na przestrzeni 13 lat. Obrazy Sokola, nieco zniekształcone wielkoformatowe portrety ludzi w niesamowitych stanach spoczynku, są uderzające, ale nigdy tak intrygujące, jak ich niespokojny, nieskończenie wątpiący w siebie twórca.

Jako portret artystki jako młodej kobiety, „Apolonia, Apolonia” jest już zatem wielowarstwowa i treściwa, rozważając kwestie indywidualnych zasad twórczych, przeważnie patriarchalnych funkcji krytyki i mecenatu oraz ekonomicznej rzeczywistości tysiącletniej bohemy w to spokojny, ale stopniowo satysfakcjonujący dwugodzinny czas pracy. Ale Glob, duńska reżyserka, która w 2015 roku odniosła spory festiwalowy sukces podobnie ambitnym, skoncentrowanym na sztuce „Olmo i mewa”, komplikuje sprawę jeszcze bardziej, wplatając własne doświadczenia jako twórczyni, feministki i wreszcie matki w jej temat. wyzywająca trajektoria. Niektórym może się wydawać, że końcowe etapy filmu skupiają się na sobie, ale ta praca konkursowa IDFA – wyprodukowana dla HBO Max w Europie – pozostaje imponująco osobliwym, dalekosiężnym dziełem, które zapewnia dalsze występy na festiwalach i uwagę specjalistów.

Jeśli Sokół jest czasem niepewny spojrzenia własnej artystki, nigdy nie wstydzi się przed kamerą. Przed konsekwentnie czułym obiektywem Glob albo będzie radośnie wampirzyć, albo osiądzie w swoim najbardziej naturalnym, niefiltrowanym ja, nigdy całkiem nie zapominając, że jest obserwowana, ale w pełni rozluźniona z uwagą. To czyni ją idealnym punktem centralnym dla filmu dokumentalnego i możesz zobaczyć, dlaczego Glob, jak sama przyznała na ekranie, nigdy nie wiedziała, kiedy odłożyć kamerę, aby wezwać czas na osobistą narrację, która nigdy nie osiąga zgrabnej rozdzielczości ani punktu spoczynku . . (Dlaczego? Sokół nie ma jeszcze 35 lat.) A jeśli ostatecznie zwróciła swój talent w kierunku sztuk wizualnych, Sokół jest także urodzoną performerką: córka dwojga aktorów, wychowała się w niechlujnym niezależnym paryskim teatrze, który jako Globe spotyka ją po raz pierwszy w 2009 roku, wciąż dzwoni do domu.

Podczas gdy Sokol kończy studia w kontrastowo eleganckim Beaux-Arts, Sokol zamienia teatr w prowizoryczny hostel i centrum społeczności dla szerokiej gamy przyjaciół, kolegów artystów i aktywistów driftingu – z których jedna, ubiegająca się o azyl ukraińska feministka Oksana Szachko, zostaje najbliższa przyjaciółka pozornie poliseksualnego Sokola, ich związek nadał temu rozłożystemu filmowi mocną emocjonalną kotwicę. Sztuka Sokol rozwija się dzięki różnorodności i energii jej wysoce towarzyskiego życia domowego; Kiedy teatr zostaje w końcu przejęty, a ona jest zmuszona dzielić małe mieszkanie z matką i Oksaną, jej praca z kolei wydaje się tracić trochę z tego dynamizmu. Kończy studia, choć nie z wyróżnieniem, irytują ją uwagi profesorów, że jej obrazy są mniej interesujące niż jej osobowość.

Nie powiedzieliby tego studentowi płci męskiej, wścieka się, prawdopodobnie słusznie. Wydaje się jednak, że w jej twórczości brakuje części jej żywiołowo chaotycznego podejścia do życia, a „Apolonia, Apolonia” wkracza w najbardziej napiętą, fascynującą fazę, gdy szuka tego czynnika X daleko od domu — najpierw w Nowym Jorku, a potem w Los Angeles. Angeles. Angeles, gdzie wpada w oko kontrowersyjnemu południowoafrykańskiemu superkolekcjonerowi Stefanowi Simchowitzowi (ochrzczonemu przez New York Times „patronem” świata sztuki „Szatanem”), który angażuje ją do pracy, nie zważając na jej proces i jest fajna w jego uznanie dla wyników. Po raz pierwszy pokazano, że Sokół ma potencjalnie płodną ścieżkę kariery jako artysta. Oczywiście to wszystko, ale zamraża jej inspirację.

Co ona chce? Zdeterminowana, by wytyczyć własną ścieżkę i głośno sprzeciwiająca się zakładaniu rodziny, Sokol nie jest pewna, gdy zbliża się do trzydziestki, przeskakując z kraju do kraju, zanim przynajmniej na jakiś czas osiedli się ponownie w domu. Obserwowanie jej wydaje się jednak uwalniać osobiste i artystyczne niepewności filmowca, gdy uwaga doktorka przesuwa się na trudną ciążę Glob i jej zmienione priorytety. Wpatrywanie się w wielką sztukę często oczyszcza nasz umysł, wyostrza nasze myślenie i zaprasza do nowych pomysłów; w „Apolonii, Apolonii” śledzenie długofalowego push-pull czyjegoś procesu artystycznego wydaje się robić to samo w przypadku kobiety za kamerą.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *