Recenzja Chokepoint Capitalism – sztuka na sprzedaż |  Książki

Recenzja Chokepoint Capitalism – sztuka na sprzedaż | Książki

INa początku lat 90. Prince zaczął pojawiać się publicznie ze słowem „niewolnik” wymalowanym na policzku. Malowanie twarzy było protestem przeciwko Warner Music, który podpisał kontrakt z Prince’em, gdy miał zaledwie 18 lat i miał moc dyktowania tempa jego twórczości, a także posiadał do niej prawa. Princeowi udało się wyrwać z pierwotnego kontraktu – częściowo zmieniając nazwę nagrania na niemożliwy do wymówienia zawijas – ale pozostał nieufny wobec przemysłu, który „zniewolił” go aż do śmierci, ukrywając nagrania mistrzowskie jego piosenek w tajnym skarbcu pod jego rezydencją w Minnesocie , Park Paisleya.

W tej prowokacyjnej książce Rebecca Giblin i Cory Doctorow argumentują, że dziś każdy pracujący artysta jest niewolnikiem. Kultura jest przynętą na reklamy, które są sprzedawane, ale artyści prawie nic nie widzą z miliardów Google, Facebook i Apple i odwracają się plecami. Wkroczyliśmy w nową erę „kapitalizmu wąskich gardeł”, w którym firmy przedzierają się między publicznością a twórcami, by zbierać pieniądze, które zgodnie z prawem powinny należeć do artysty.

Wczesny rozdział szkicuje rozwój Amazonii, stosunkowo prosty przykład tego zjawiska. Najpierw firma przyciągnęła wydawców do swojej witryny, oferując im atrakcyjne stawki. Gdy stało się jasne, że nie mogą bez niego przetrwać, Amazon obniżył obniżkę ceny katalogowej. Obraz przewężenia, który powraca w tej książce, jest sugestywnie makabryczny. Istnieje tylko jeden rurociąg, przez który autorzy mogą uzyskać dostęp do swoich czytelników, a Amazon go ściska, dyktując dokładnie, które książki trafią na drugą stronę i za jaką cenę.

Problem z większością książek, które mają w tytule słowo „kapitalizm”, polega na tym, że czytanie ich zwykle wywołuje apatię. Samo słowo jest stosowane w niespecyficzny, niemal fatalistyczny sposób, używane jako ogólne wyjaśnienie różnych współczesnych bolączek: nierówności, kryzysu mieszkaniowego, plików cookie, które śledzą historię wyszukiwania w Internecie. Zamiast próbować zrozumieć szczegóły, w jaki sposób Google doszedł do kontrolowania rynku reklamy, robimy niejasne odniesienia do algorytmu. Jest coś dziwnie pocieszającego w rezygnacji ze swojej sprawczości w ten sposób: jeśli działanie algorytmu jest dla ciebie zbyt skomplikowane, by je zrozumieć, jesteś wolny. Po co zawracać sobie głowę próbą walki z tym?

Z kolei to, co sprawia, że ​​ta książka jest tak odświeżająca, to to, że nigdy nie pozwala czytelnikowi oderwać się od haczyka. Autorzy wielokrotnie przypominają nam, że nasza ignorancja jest wykorzystywana przeciwko nam. Jeśli nie zrozumiemy, jak wielki biznes trzymał nas w uścisku, jak kiedykolwiek będziemy w stanie wyrwać się z jego uścisku? W związku z tym pierwsza połowa poświęcona jest dokładnemu wyjaśnieniu, w jaki sposób korporacje przejmują władzę nad artystami w głównych branżach kreatywnych: wydawnictwach, pisaniu scenariuszy, wiadomościach, radiu i muzyce. Analiza kreatywnych rynków pracy przeprowadzona przez Giblina i Doctorowa jest wysoce techniczna, ale to świadomy wybór. Na początku szczególnie obszernej sekcji dotyczącej licencjonowania muzyki czytelnik jest wyraźnie ostrzegany, że kilka następnych akapitów będzie „oszałamiająco” nudne, ale i tak powinniśmy starać się zwracać uwagę. Przepisy licencyjne zostały celowo zaprojektowane, aby zmylić przeciętnego twórcę. „Ludzie, którzy się na tym bogacą, podczas gdy artyści głodują, nie chcą, żebyś wiedział, jak to działa”.

Poziom szczegółowości w książce przyprawi o ból oczu, ale przynosi owoce. Dzięki dokładnemu rozeznaniu, w jaki sposób korporacje zarabiają pieniądze, autorzy są w stanie odsłonić luki w zbroi wroga. W jednym z najbardziej zaskakujących rozdziałów Giblin i Doctorow argumentują, że zwyczaj obserwowania cię przez wielkich techników nie jest nawet szczególnie skuteczny. Google i Facebook zarabiają miliardy, sprzedając reklamodawcom najbardziej intymne fakty z twojego życia – niezależnie od tego, czy masz depresję, cierpisz na zaburzenia erekcji, czy myślisz o zdradzie partnera – ale to wszystko oszustwo. Nie ma twardych dowodów na to, że zbieranie prywatnych informacji o kliencie ułatwia sprzedaż. Jest w tym coś przygnębiającego (eksploracja danych może w rzeczywistości nie działać, ale Google będzie sprzedawać twoje sekrety tak długo, jak długo kupują je reklamodawcy). Ale to też wyzwala. Mamy tendencję do myślenia o wielkiej technologii jako o ogromnej, niemal nadprzyrodzonej sile, zdolnej do budowania systemów kontroli umysłu, które mogą nas skłonić do zakupu prawie wszystkiego. Jednym z objawień tej książki jest to, że znaczna część tej mocy jest iluzoryczna.

Druga połowa Chokepoint Capitalism to miejsce, w którym znajdujemy możliwe rozwiązania: praktyczne sposoby, w jakie artyści mogą odzyskać sprawiedliwą część pieniędzy zarobionych z ich pracy. W jednym rozdziale autorzy przedstawiają plan zreformowania „diabelsko” skomplikowanych praw autorskich, dzięki którym Spotify może płacić przeciętnemu muzykowi około 0,003 USD za strumień utworu. Muszę przyznać, że samo rozwiązanie było tak piekielnie skomplikowane, że nie mogłem za nim nadążyć. Giblin i Doctorow są najbardziej zrozumiałi i najbardziej inspirujący, kiedy piszą o bardziej namacalnych sposobach, w jakie artyści mogą łączyć siły, by domagać się godziwej zapłaty. Jeden z wciągających fragmentów książki opowiada o tym, jak grupa niezależnych pisarzy stworzyła nową platformę współpracy z autorami po odkryciu, ile ich sprzedaży audiobooków pochłaniało Audible.

Wąskie gardła nie są czymś wyjątkowym w branżach kreatywnych. Wiele firm próbuje stworzyć warunki, które pozwolą im przejąć nieproporcjonalną część wartości pracy innych ludzi (klasycznym przykładem jest Uber). To, co sprawia, że ​​artyści są wyjątkowo podatni na tego rodzaju wyzysk, to fakt, że mogą pracować za darmo. Korporacje uwolniły się od „ludzkiej potrzeby tworzenia”.

Czytając ten wers o „chęci tworzenia”, poczułem ukłucie zażenowania. Jeśli pracujesz w branży kreatywnej, może być trudno uzasadnić, dlaczego wciąż próbujesz. Jeśli nie jesteś Prince’em i nigdy nie osiągniesz nic zbliżonego do tego rodzaju komercyjnego sukcesu, prawdopodobnie część ciebie uważa, że ​​to, co robisz, jest pobłażaniem sobie. Jeśli nie zarabiasz wystarczająco dużo, to dlatego, że nie radzisz sobie wystarczająco dobrze, a nie dlatego, że platforma, na której publikujesz (lub samodzielnie publikujesz) tę pracę, nie płaci ci należnej części. Jedną z naprawdę pokrzepiających rzeczy w tej książce jest to, że bez względu na to, jakie miejsce zajmujesz w ekosystemie kulturowym, masz prawo do godziwej zapłaty za to, co robisz. Postrzegam to jako rodzaj instrukcji, która uzbroi cię w techniczne know-how (i pewność siebie), aby wymagać więcej.

Chokepoint Capitalism autorstwa Rebeki Giblin i Cory’ego Doctorowa została opublikowana przez Scribe (10,99 GBP). Aby wesprzeć Strażnika i Obserwatora, kup kopię na Guardianbookshop.com. Mogą obowiązywać opłaty za dostawę.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *