Recenzja Sylvester Stallone „Tulsa King”

Recenzja Sylvester Stallone „Tulsa King”

Taylor Sheridan jest panującym w telewizji melodramatykiem macho i Król Tulsy pasuje idealnie obok jego Żółty kamień oraz Burmistrz Kingstown Jako kolejny mydlany dramat kryminalny prowadzony przez gwiazdę kina namiotowego. W tym przypadku to Sylvester Stallone, który w swojej debiutanckiej roli na małym ekranie pokazuje, że nawet w wieku 75 lat ma więcej charyzmy niż większość.

Bardziej nieoczekiwane jest jednak to, że najnowszy Sheridan jest mniej ponury i ponury niż banalny i zabawny – zmiana, która pasuje Stallone’owi, który zawsze był niedocenianą obecnością komediową, a także nadaje serii Paramount + (która miała premierę 13 listopada) swój własny, przyjemny charakter osobowość.

Jednoczesna premiera w liniowej sieci Paramount Network, Król TulsyPierwsze dwa odcinki są współautorem scenariusza Terence’a Wintera i reżyserowane przez Alana Coultera, oba są celebrowane zakazane imperium weterani, którzy zostali rzekomo sprowadzeni na pokład przez Sheridana, aby nadać materiałowi trochę gangsterskiej autentyczności.

Wczesne powroty sugerują jednak, że takie wkłady są stosunkowo minimalne, ponieważ serial jest nie tyle fragmentem autentycznego życia mafii, co kreskówkową sagą o mafiosie bez wody. Głupota z powodu zderzenia kultur jest często na porządku dziennym, a wszystko to podniesione przez swojego headlinera, który zachowuje się jak najbardziej opanowany twardziel na świecie, i którego zastraszająca, rzeczowa postawa jest przerywana sarkastyczną nutą, która wywołuje większość wczesnych śmiechów.

Stallone to Dwight Manfredi, który po 25 latach trzymania buzi na kłódkę wychodzi na wolność i za swoją lojalność i milczenie zostaje bezceremonialnie poinformowany przez swojego ojca chrzestnego włoskiej mafii, Pete’a (AC Peterson), że nie jest już mile widziany w Nowym Jorku. Jego nowym domem będzie Tulsa, metropolia stanu Oklahoma, która podobno dojrzała do przestępczego wykorzystania.

Domenick Lombardozzi i Sylvester Stallone w Król Tulsy.

Brian Douglas/Najbardziej+

Chociaż nie jest z tego zadowolony – i pozwala o tym wiedzieć Pete’owi, jego zastępcy synowi Chickie (Domenick Lombardozzi) i capo Vince (Vincent Piazza), z których ostatni zostaje znokautowany przez Dwighta za mówienie klapsów – Dwight akceptuje jego post i w mgnieniu oka ląduje w stanie prędzej. Po przyjeździe natychmiast odnajduje kierowcę w taksówkarze Tyson (Jay Will), który jest chętny do porzucenia swojej codziennej pracy i oferuje wskazówki Dwightowi, wyważonemu ciężkozbrojnemu, który nie jest zaznajomiony z tym nowym światem XXI wieku.

Dużo Król Tulsypanieńskie raty obracają się wokół aklimatyzacji Dwighta do amerykańskiego społeczeństwa, którego nie rozpoznaje. Jeży się, gdy Tyson czule nazywa go „gangsterem”. Podziwia sklepy Apple i przechodniów na skuterach. Jest zdumiony, że niektóre firmy nie przyjmują gotówki, i jest sfrustrowany, gdy bank wymaga weryfikacji tożsamości w celu założenia konta, na którym otrzyma kartę debetową.

A w drugiej scenie, która wydaje się skrojona na miarę, by zadowolić konserwatywnych fanów Sheridana, kończy tyradę o zmieniającym się krajobrazie kraju (i jego poczuciu, że jest teraz spokrewniony z Rip Van Winkle) deklaracją, że jego zaimek jest “To. Tak jak w przypadku, to już nie wytrzyma tego gówna. Jak w przypadku Kevina Costnera Żółty kamień paterfamilias John Dutton, protagonista Stallone tęskni za dawnymi dobrymi czasami, kiedy mężczyźni byli mężczyznami, kobiety kobietami, a bandyckie zbrodnie były sowicie opłacane.

W odniesieniu do ostatniego z nich Dwight odkrywa, że ​​rzeczy nie zmieniły się aż tak bardzo. Słysząc, że marihuana medyczna jest teraz legalna, Dwight każe Tysonowi zabrać go do ambulatorium prowadzonego przez Bodhi (Martin Starr), łagodnego narkomana, który jest zmuszony odłożyć ponad 20 procent swoich zysków na ochronę – i to pomimo faktu, że są absolutnie żadnych zagrożeń dla jego zrujnowanej (jeśli lukratywnej) operacji.

Sylvester Stallone i Martin Starr.

Brian Douglas/Najbardziej+

Dwight wbija się w handel chwastami, osiedla się w eleganckim hotelu i odwiedza salon honky-tonk, w którym spotyka byłego barmana, Mitcha (Garrett Hedlund). Mitch jest byłym więźniem, który szanuje zdolność Dwighta do dogadywania się z miejscowymi, niezależnie od jego statusu outsidera. Podczas nieobecności oczarowuje również Stacy Beale (Andrea Savage), chociaż ich jednonocna przygoda kończy się źle, gdy dowiaduje się o wieku Dwighta.

Król Tulsy szybko organizuje nadchodzące konflikty, które wynikają z pracy Stacy jako agenta ATF, pragnienia Vince’a zemsty na Dwighta i lokalnego farmera o imieniu Manny (Max Casella), który jest zaniepokojony pojawieniem się Dwighta w tym odległym miejscu… prawdopodobnie dlatego, że się ukrywa (być może dzięki ochronie świadków).

Jednocześnie wymyśla szereg ukrytych tarć ojciec-dziecko z udziałem Dwighta, Mitcha i Tysona, które mają pogłębić postacie, ale w większości są postrzegane jako standardowe problemy. Nikt nie chce zobaczyć, jak Stallone płacze z powodu swoich rodzicielskich błędów, a te chwile są na szczęście krótkie, przyćmione staraniami Dwighta, by stać się wielką rybą w małym stawie, gdzie wyróżnia się dzięki swojej designerskiej kurtce, ciemnym okularom przeciwsłonecznym, i rama kadłuba.

Vincent Piazza i Sylvester Stallone.

Brian Douglas/Najbardziej+

Stallone wyraźnie lubi grać w Dwighta, który był wyobrażany jako najfajniejszy, najtwardszy i najmądrzejszy facet w każdym pomieszczeniu. Ujęcia wprowadzające wskazują, że spędzał czas za kratkami na czytaniu Middlemarch, Fausta, oraz Otelloi rutynowo zaskakuje innych swoim bystrym intelektem oraz wiedzą kulturową i historyczną, czy to nawiązaniem do „Rubikonu”, czy styczniami o Arthurze i Henrym Millerze.

Co ważniejsze, ma „uczciwość”, ponieważ jest typem faceta, który bije łobuzów, którzy nie szanują kobiet, a następnie daje tym kobietom płaszcz z pleców. Jest w zasadzie najbardziej eleganckim i najbardziej honorowym gangsterem w Ameryce, a Stallone uosabia go z godną brawurą, która jest bardziej zabawna niż przerażająca.

Lądując w Tulsa, Dwight zostaje natychmiast witany przez ogromnego pasikonika, który powoduje, że wykrzykuje: „To coś jest wielkości mojego fiuta!” – komentarz, dzięki któremu jeden z niezliczonych wiernych wyznawców Pasa Biblijnego przysparza mu spryskiwania wodą święconą. Bez względu na to, co jest bardziej szorstkie pretensje do gangsterskiej sagi, jest to tak poważne, jak Król Tulsy dostaje.

Przynajmniej na początku takie podejście dobrze służy Stallone’owi i serialowi, jego jowialność łagodzi sztampowe elementy historii. Nie jest jeszcze jasne, czy Sheridan chce, aby siłą napędową postępowania była lekkomyślność, czy tylko upiększenie dla schematycznych opowieści o złym człowieku, który czyni dobro w obcym środowisku. Jednak biorąc pod uwagę, że Stallone jest naturalny nie tylko dowodzący, ale także sardoniczny i deprecjonujący, pochylanie się w stronę beztroskiego z pewnością wydaje się najbardziej obiecującą ścieżką naprzód.

.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *