relację z pierwszej ręki z bezsensownej aukcji

relację z pierwszej ręki z bezsensownej aukcji

To było jak bycie na bardzo drogim, bardzo ekskluzywnym pokazie sztucznych ogni. W końcu, po ponad 18 minutach ostrej rywalizacji między klientami na telefonach, kupujący pokonał opozycję zwycięską ofertą w wysokości 400 milionów dolarów, przewyższając poprzednią o monstrualne 30 milionów dolarów. Publiczność dyszała i krzyczała, jakby właśnie zobaczyła rakietę eksplodującą wysoko nad ich głowami.

Chwilę później mocno odrestaurowany malowidło tablicowe przedstawiające tzw Salvator Mundi, skatalogowany przez Christie’s jako ponownie odkryte arcydzieło Leonarda da Vinci, spotkał się z gromkimi brawami za 450,3 miliona dolarów wraz z opłatami, ponad czterokrotnie więcej niż szacowano na 100 milionów dolarów. Do tego czasu żadne dzieło sztuki nie zostało sprzedane na aukcji za więcej niż 200 milionów dolarów.

Byłem w wypełnionej po brzegi sali aukcyjnej na Manhattanie 15 listopada 2017 r., relacjonując sprzedaż za New York Times. Wtedy starałem się zrozumieć sens tego wyniku. teraz nadal walczę.

Nieczęsto dziennikarze stają się częścią historii, którą sami relacjonują. Ale tak się stało, po tym, jak ujawniłem w marcu 2014 r New York Times, że Salvator Mundi został sprzedany przez nowojorskich dealerów Roberta Simona i Alexandra Parisha za od 75 do 80 milionów dolarów w prywatnej sprzedaży, w której pośredniczył Sotheby’s w poprzednim roku.

Kilka miesięcy później, bez mojej wiedzy, artykuł został zauważony przez rosyjskiego miliardera Dmitrija Rybołowlewa, który kupił Salvator Mundi za 127,5 miliona dolarów za pośrednictwem swojego zaufanego szwajcarskiego doradcy i agenta artystycznego, Yvesa Bouviera, w 2013 roku. Odkrycie tej nadpłaty w wysokości 47,5 miliona dolarów i innych wielomilionowych narzutów skłoniło Rybolovleva do pozwania Bouviera, twierdząc, że stracił prawie 1 miliard dolarów z tajemnicy jego agenta zyski. Jak słynny garnitur Jarndyce i Jarndyce Karola Dickensa Ponury domspór między dwoma mężczyznami ciągnie się już od siedmiu lat i nic nie wskazuje na osiągnięcie ostatecznego rozstrzygnięcia.

Wiele lat wcześniej dowiedziałem się, że w branży Starych Mistrzów mówi się, że przemalowany, źle skatalogowany „śpiący” Chrystus jako Zbawiciel Świata, kupiony przez Parisha i Simona na rutynowej aukcji nieruchomości w 2005 roku, może okazać się dawno zaginiony Leonardo. Skrupulatna renowacja przez wybitnego konserwatora Dianne Modestini, a następnie włączenie do wystawy 2011-12 Leonardo da Vinci: Malarz na dworze w Mediolanie, w National Gallery w Londynie, zdawał się potwierdzać przeczucie zakupu Simona. To z pewnością był Salvator Mundi wyryty przez Wacława Hollara w 1650 r., miał przedstawiać obraz Leonarda należący do królowej Henrietty Marii, żony Karola I? nieprawdaż?

Dla mnie naukowe spekulacje to jedno, a doświadczenie rzeczywistego spojrzenia na to drugie. Wyświetlanie Salvator Mundi Po raz pierwszy, włączony do wystawy Leonarda w Galerii Narodowej na polecenie jej ambitnego młodego kuratora Luke’a Sysona, był poważnym rozczarowaniem. Na początek nie trzeba było wiele wiedzieć o Leonardzie, aby zastanawiać się, dlaczego najbardziej dynamiczny geniusz Wielkiego Renesansu chciał stworzyć tak nietypowo statyczną, frontalną kompozycję. Potem był problem z kondycją. Dobrze zachowana prawa ręka błogosławieństwa była bardzo ładna, ale mocno przemalowana twarz Chrystusa miała w sobie coś upiornego, co przynajmniej dla mnie było beznadziejnie odpychające.

Późniejsze czytanie o konserwacji dzieła ujawniło, że Modestini nie tyle odrestaurował obraz, ile wykonał operację rekonstrukcji twarzy Chrystusa. A jednak mimo całego nowego pigmentu nałożonego na panel – ponad 60 procent wierzchniej warstwy farby zostało utracone, zgodnie ze skrupulatnie zbadaną książką Bena Lewisa z 2019 r., Ostatni Leonardo–Zbawiciel Świata wciąż miał krzywe prawe oko.

Nie mogłem więc nie wyjść z podziwu, gdy ludzie zapadali na „syndrom Stendhala” i wybuchali płaczem przed tym problematycznym obiektem, gdy był on wystawiany (po dalszych zabiegach kosmetycznych przez Modestiniego) w sali do oglądania grobowców w Christie’s w Nowym Jorku przed sprzedażą przez rodzinny trust Rybolovleva w 2017 roku.

Christie’s przeprowadziło genialną kampanię marketingową. Nie tylko sprytnie poszerzyli bazę oferentów, włączając w to Salvator Mundi na jednej z ich wieczornych wyprzedaży sztuki współczesnej (było dużo żartów, że renowacja Modestiniego i tak zmieniła go we współczesny obraz). Ale zatrudnili też agencję reklamową Droga5, która wpadła na pomysł nagłośnienia obrazu jako „Ostatni Da Vinci” (nie Leonardo). Zauważyłem, że w kampanii zastosowano grafikę mocno przypominającą te użyte w filmie z 2006 roku, Kod da Vincioparty na bestsellerowej powieści Dana Browna.

„Widzisz to, co chcesz zobaczyć” — mówi Tom Hanks, grający w filmie Roberta Langdona, profesora symboliki religijnej z Harvardu, który obala teorię, że androgyniczna postać św. Jana u Leonarda Ostatnia Wieczerza jest w rzeczywistości Marią Magdaleną.

Zbawiciel świata był niezrównanym narzędziem napędzającym ludzką chciwość.

Ludzie chcieli zobaczyć Da Vinci w Christie’s, a Christie’s upewnił się, że nie ma absolutnie żadnych wątpliwości, że właśnie to widzieli. 160-stronicowy katalog dla Salvator Mundi „niezwykle jednolitego konsensusu naukowego, że obraz jest autografem”, a wszelkie sugestie, że mogli być w to zaangażowani asystenci studia, zostały usunięte. To obniżyłoby cenę o kilka zer. W katalogu nie było zwykłych warunków sprzedaży, odróżniających prace, które „zdaniem Christiego są dziełem artysty” od tych, które według niego są „prawdopodobnie dziełem artysty w całości lub w części”.

W końcu, mimo całego szumu i bzdur, the Salvator Mundi zarobił 450,3 miliona dolarów, więc na pewno musi być prawdziwym Leonardem da Vinci?

Ale pozostaje faktem, że nie ma rozstrzygającego sposobu ustalenia, czy był to obraz wykonany „w całości” przez Leonarda. W życiu artysty nie ma ani jednej wzmianki o tym, że namalował obraz Salvator Mundi. Kuratorzy, naukowcy i profesjonaliści zajmujący się handlem dziełami sztuki, którzy oceniali ten obraz, podobnie jak ich XIX- i XX-wieczni poprzednicy, oceniali dzieło przede wszystkim na podstawie wzroku. Tej oceny nie ułatwiły duże ilości farby XXI wieku pokrywającej panel. Katalogowanie Christiego podkreślało „niezwykle jednolity konsensus naukowy”, że Salvator Mundi to ponowne odkrycie autografu przez Leonarda. Ale jeśli tak rzeczywiście było, to dlaczego J. Paul Getty Museum, Museum of Fine Arts w Bostonie, Gemäldegalerie w Berlinie, Ermitaż w Petersburgu i inne renomowane instytucje odrzuciły szansę zakupu tego rzekomego arcydzieła, zanim sprzedaż Rybołowlewowi w 2013 roku? Cztery lata później, zapytany w wywiadzie dla francuskiego radia, czy Luwr powinien był nabyć Salvator Mundiówczesny dyrektor muzeum, Jean-Luc Martinez, powiedział „nie”.

Teraz wiemy, że zwycięzcą licytacji, który został oklaskiwany w Christie’s w 2017 roku, był Mohammed bin Salman, następca tronu Arabii Saudyjskiej. W zeszłym roku amerykańskie agencje wywiadowcze doszły do ​​wniosku, że książę zatwierdził brutalne morderstwo Washington Post dziennikarz Jamal Khashoggi w 2018 roku. 700 milionów dolarów, które rząd saudyjski niedawno zaoferował Tigerowi Woodsowi za grę w golfa LIV, oznacza cenę 430 milionów dolarów za Salvator Mundi całkiem bez sensu.

Ale wiemy również, że na drodze do ustanowienia tego rekordu, ten aukcyjny „sleeper”, pierwotnie kupiony online za jedyne 1175 USD na aukcji w Nowym Orleanie, zarobił ogromne sumy pieniędzy dla wielu osób i firm. Według artnet, tajwański kolekcjoner miliarder Pierre Chen, który zagwarantował udaną sprzedaż Salvator Mundi Na aukcji Christie’s zarobił 135 milionów dolarów, mówiąc po prostu „licytuj” podczas rozmowy telefonicznej. Zbawiciel świata był niezrównanym narzędziem napędzającym ludzką chciwość.

Ale dlaczego Mohammed bin Salman chciał kupić to rzekome arcydzieło chrześcijańskiej sztuki religijnej? Co on zamierza zrobić z najdroższym dziełem sztuki na świecie? Gdzie to teraz jest? Czy kiedykolwiek jeszcze go zobaczymy, aby zobaczyć to, co chcemy zobaczyć? Pewno ktoś Kto wie, czy to namalował Leonardo, czy nie?

Lepiej zadzwoń do Langdona, tego profesora symbolologii religijnej z Harvardu. On to załatwi.

• Przeczytaj wszystkie nasze relacje w Salvator Mundi tutaj Przeczytaj też naszą specjalną relację z okazji piątej rocznicy wyprzedaży tutaj

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *